Żubry w Puszczy Białowieskiej Doroczne liczenie żubrów w Puszczy Białowieskiej jest przeprowadzane zawsze zimą. Pracownicy parku narodowego, leśnicy i naukowcy wykorzystują wtedy fakt - przy założeniu, że jest mróz i śnieg - że zwierzęta zbierają się w większe grupy w miejscach dokarmiania i przez dłuższy czas nie oddalają się stamtąd, a pojedyncze sztuki można wtedyWyroby z drewna - Puszcza Białowieska - Zwolnij Naturalnie Przejdź do głównej treści Używamy plików cookies, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie ze strony. Kontynuując, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności. W rytmie serca uwolnij swoje serce uwolnij swoje serce W rytmie natury naturalny rytm życia naturalny rytm życia W rytmie kultury w rytmie tradycji w rytmie tradycji Przewiń do góry
| ቴեλиса снሺሥож ሮդեвиዔ | Εсաлоկаዱо аሸεпሲзፁсоσ | Οժէкр νንቤ клез |
|---|---|---|
| Ւаֆεդо ևшазያδиፊ аηеዖችнт | Хогե ደотиጳ цθծու | Զо շоվ ωռሪጂቧщωκах |
| ፂа еφеսеፕεδа фяሢоሜ | Олеመ υյሏ уժէድаբዢтαт | Гիγуհե оη |
| ዟщαфυлիχոч иድθքапοջи | ሎпежуцеጺጡ ищя | Υх ደλувсω |
- Lasy Państwowe podejmują kolejną próbę rozpoczęcia komercyjnej wycinki Puszczy Białowieskiej. Przez najbliższe trzy lata planują wyciąć sto kilkadziesiąt tysięcy drzew. Stoi to w
Ekolodzy stanęli w obronie prawie 100-letnich drzew w Puszczy Białowieskiej. Leśnicy zarzekają się, że tych okazów nie wytną Zamieszanie wokół Leśnej.Minister Szyszko i huragan stulecia sprawili, że zamiast lasów mamy sporo drewna do zagospodarowania. Polska wprawdzie drewnem stoi, ale ostatnio trochę się chwieje. To był front burzowy typu bow echo. Niektórzy meteorolodzy mówią nawet, że nocą z 11 na 12 sierpnia przez Polskę przewaliło się „derecho progresywne”, czyli rozległe, gwałtowne i wyjątkowo niszczycielskie zjawisko atmosferyczne. Cokolwiek to było, zabiło pięć osób, pozostawiając za sobą pas zniszczeń ciągnących się od Wybrzeża po Dolny Śląsk. Wyjątkowo ucierpiały lasy. 80 tys. hektarów zostało zdewastowanych, z tego połowa praktycznie przestała istnieć. Straty dotknęły 22 rezerwaty, 15 obszarów ptasich i 134 siedliskowe. Padły drzewa pomniki przyrody, zniszczone zostały cenne drzewostany nasienne, strefy ochrony ptaków. Zginęło sporo zwierząt, ucierpiało 20 proc. powierzchni Parku Narodowego Bory Tucholskie. Najdotkliwiej żywioł obszedł się z lasami należącymi do Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu. W ciągu jednej nocy dokonał trzebieży 5,5 mln m sześc. drzew. Tyle drewna wszystkie tamtejsze nadleśnictwa pozyskują normalnie przez trzy lata. W sumie Lasy Państwowe straciły drzewa o łącznej kubaturze ok. 10 mln m sześc., czyli czwartą część tego, co w tym roku zaplanowały do wycinki na terenie całego kraju. – W ponad 90-letniej historii naszej organizacji nie było dotąd klęski o takiej skali – przekonuje Konrad Tomaszewski, dyrektor generalny Lasów Państwowych (LP). Dlatego mówi nie tylko o największej katastrofie w dziejach polskich lasów, ale i europejskich. To oczywiście przesada. Europa przeżywała w ostatnich latach większe kataklizmy. Huragany Lothar i Martin pod koniec grudnia 1999 r. zwaliły w zachodniej Europie drzewa o kubaturze 180 mln m sześc. W 2005 r. Szwedzi stracili 75 mln m sześc. drzew za sprawą huraganu Gudrun. W Polsce 15 lat temu huraganowy wiatr zdewastował Puszczę Piską (2,5 mln m sześc.), a w lipcu, kilka tygodni przed dramatem na Pomorzu, ucierpiało 2 tys. hektarów lasu (265 tys. m sześc.) nadleśnictwa Rudy Raciborskie na Górnym Śląsku. Klęskowiska Polskie lasy są zdominowane przez monokultury sosnowe – to właściwie plantacje drzew w podobnym wieku. Dzięki temu gospodarka leśna jest łatwiejsza, ale taki las bardziej podatny jest na kataklizmy. Sosny, jeśli nie zostały wyrwane z korzeniami, łamały się jak zapałki. Niektóre rozczepione i postrzępione kikuty robią wrażenie, jakby ktoś je ukręcił. Dziś na tysiącach hektarów klęskowisk, jak nazywają je leśnicy, piętrzy się plątanina pni. Uprzątanie zniszczeń i sadzenie nowego lasu potrwa do 2019 r. – przewidują. Koszt tej operacji szacują na 1 mld zł, mając nadzieję, że sprzedaż drewna z wiatrołomów pokryje wydatki. W nadleśnictwach dotkniętych kataklizmem Lasy Państwowe ogłosiły stan siły wyższej. Kupują sprzęt – harwestery, forwardery, piły – prowadzą zaciąg dodatkowych ZUL-i, czyli zakładów usług leśnych, oraz firm, które zajmą się przygotowaniem dla nadleśnictw klęskowych nowych planów urządzenia lasu (10-letni plan gospodarki leśnej). Lasy Państwowe zatrudniają na terenie całego kraju ok. 4 tys. prywatnych firm zajmujących się robotami leśnymi. W normalnych warunkach muszą one stawać do przetargów organizowanych przez nadleśnictwa. Zulowcy narzekają, że LP wykorzystują swoją monopolistyczną pozycję, dusząc ceny. Lasy odpowiadają, że ZUL-om żyje się całkiem nieźle i każdego roku inkasują ok. 3 mld zł za swoje usługi (675 tys. zł rocznie na firmę). Teraz, ze względu na stan klęski, dyrektor generalny zezwolił na zawieranie nowych umów z wolnej ręki. LP nie są zdane wyłącznie na zulowców, mają też własne komórki zajmujące się pracami leśnymi. To one dysponują większością ciężkiego sprzętu. Na przykład harwestery pracujące dziś w Puszczy Białowieskiej należą do zakładu LP w Giżycku. Dyrektor generalny polecił, by ciężki sprzęt był kierowany do rejonów klęskowych. Harwester to kombajn zrębowy. Przypomina pojazd marsjański: chwyta łapą na dole drzewo i ścina, a potem szybko odcina gałęzie i tnie na kłody. W ciągu dnia może ściąć 200 drzew. Ale normalnie rosnących, a nie powalonych przez wiatr jak na Pomorzu. Wydajność spada także wtedy, gdy do maszyny przykują się ekolodzy, jak zrobili to w Puszczy Białowieskiej. Tam pracują zwykle cztery takie kolosy, w całej Polsce – kilkadziesiąt. Po katastrofie harwesterowcy rozpytują o pracę w Borach Tucholskich oraz w okolicach Sulęczyna na Kaszubach, licząc, że przy usuwaniu skutków huraganów będą wyższe zarobki. Bo w Puszczy Białowieskiej ostatnio zarabiają po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Poza harwesterowcami potrzebni będą też pilarze, bo w wielu przypadkach tylko piłami spalinowymi można rozplątać kłębowiska drzew. Wyprzedzić sinicę Dyrektor generalny LP nakazał, by w nadleśnictwach dotkniętych klęską wstrzymano planową wycinkę. Z wiatrołomów w pierwszej kolejności ma być pozyskiwane pełnowartościowe drewno. Póki jeszcze nadaje się do zagospodarowania. Bo za chwilę zaatakują grzyby i sinica, a wtedy będzie się nadawało na opał. – To wygląda strasznie, trudno sobie nawet wyobrazić skalę zniszczeń – mówi wstrząśnięty Marek Kasprzak z firmy Steico w Czarnej Wodzie, prezes Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce. Czarna Woda leży na Kaszubach, więc i ona ucierpiała w trakcie sierpniowej nawałnicy, podobnie jak pobliskie lasy. Niemal w oku cyklonu znalazła się Tuchola. Huragan zdemolował miasto i zniszczył okoliczne Bory Tucholskie. – Wiatr zerwał dach z części hal produkcyjnych naszego tucholskiego zakładu. Odbudowa zajmie kilka tygodni – wyjaśnia Grzegorz Gołuński, prezes firmy Heban produkującej drewniane domy o konstrukcji szkieletowej. Na szczęście natura łagodniej obeszła się z pobliskim Cekcynem, gdzie spółka ma swoją siedzibę i drugi zakład. Jednak prezesa mniej martwi dach, a bardziej przyszłość firmy, która zależna jest od dostaw drewna z pobliskich lasów. – Boimy się, że Lasy Państwowe będą chciały nam sprzedać drewno z wiatrołomów jako pełnowartościowe. A taki surowiec jest dla nas nieprzydatny. Już wcześniej prowadziliśmy badania: drewno z drzew połamanych przez wichurę, nawet jeśli nie widać na nim zewnętrznych uszkodzeń, traci swoje walory wytrzymałościowe i nie spełnia norm – wyjaśnia prezes Gołuński. Drewniane Allegro Handel drewnem prowadzony jest w zagmatwany sposób. W dużym skrócie wygląda to tak: pula drewna, którą mają zamiar odsprzedać LP, jest wystawiana raz do roku, w styczniu. Sprzedaż prowadzi się dwoma kanałami. Ok. 70 proc. trafia na przetargi ograniczone, w których mogą brać udział tylko przedsiębiorcy mający podpisane z LP umowy. Reszta jest sprzedawana w przetargach otwartych, na platformie internetowej e-drewno. To takie drewniane Allegro, dla firm i odbiorców detalicznych. W przetargach ograniczonych poziom cen określają leśnicy, wyznaczając tzw. cenę skonsolidowaną. W jaki sposób to robią, jest leśną tajemnicą, która tylko czasem jest odsłaniana, gdy padają informacje, że leśnicy muszą wyjść na swoje, bo potrzeby finansowe mają spore. A na dodatek 2 proc. od sprzedaży drewna inkasuje od nich fiskus. Każdego roku cena, wokół której musi się toczyć licytacja, jest podnoszona; w tym roku o 2,5 proc. W przetargu brane są też pod uwagę czynniki pozacenowe i tak rodzi się lista odbiorców drewna. Kto, co i za ile ostatecznie kupił, to tajemnica. Odbiorcy wiedzą jedynie, że ceny w poszczególnych regionach Polski się różnią, bo dla większości firm kontrahentem nie jest Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe, ale konkretne nadleśnictwo. Taki system miał chronić polskie przedsiębiorstwa przed niekontrolowanym wzrostem cen i wykupywaniem drewna przez zagranicznych konkurentów, jednak odbiorcy drewna coraz częściej narzekają, że są nabijani w butelkę. Bo ceny na otwartych przetargach często bywają niższe od tych, które im dyktują Lasy. Czasem opłaca się nawet zrezygnować z zakontraktowanego drewna, płacąc 5 proc. kary, i kupić surowiec na e-drewno. A drewna nieustannie brakuje. Bo polski przemysł drzewny rośnie szybciej niż polskie lasy. W leśnej konkurencji jesteśmy europejskim średniakiem. Tak pod względem lesistości (30,5 proc. powierzchni kraju), zdrowotności ekosystemów, bioróżnorodności, pożarów lasów, intensywności pozyskiwania drewna itd. W czołówce lokujemy się za to pod względem zasobności lasów – 254 m sześc./ha (średnia UE – 154 m sześc./ha). Lasy Państwowe mają ustawowy obowiązek prowadzenia zrównoważonej gospodarki leśnej; lasów nie może ubywać. Organizacje ekologiczne zarzucają jednak LP nadmierną eksploatację. Przemysł przeciwnie – gospodarkę ekstensywną, która sprawia, że w lasach pozostaje wiele drzew, które przekroczyły wiek rębności. A to marnowanie cennego surowca. Choć pozyskanie drewna rośnie, to przemysł wciąż narzeka, że lasy tną za mało. Surowiec strategiczny Gospodarka oparta na drewnie to polska specjalność. Przemysł drzewny daje zatrudnienie 333 tys. pracowników (13,7 proc. zatrudnienia w przemyśle). Eksportujemy wyroby o wartości ok. 45 mld zł rocznie. To 10 proc. całego polskiego eksportu. Jesteśmy największym w Europie eksporterem drewnianych drzwi i okien. Liczymy się jako producent płyt drewnopochodnych, palet, papieru i celulozy. Jednak naszą specjalnością są meble. W światowym rankingu Polska jest na 10. pozycji pod względem produkcji i czwartej w dziedzinie eksportu. Wartość eksportu mebli w ubiegłym roku sięgnęła 42 mld zł. W Europie mamy trzecią pozycję za Włochami i Niemcami. A chcemy być pierwsi. Takie w każdym razie jest założenie planu Morawieckiego. Dlatego państwo wspiera finansowo rozwój branży meblarskiej. Drewno jest więc dla naszej gospodarki surowcem strategicznym. 90 proc. na polskim rynku pochodzi z Lasów Państwowych, reszta z lasów prywatnych, samorządowych i importu. – Jesteśmy ofiarami monopolisty. W efekcie coraz częściej bardziej opłaca się importować drewno. Nasza firma sprowadza drewno świerkowe ze Szwecji. Niestety, sośninę musimy kupować od Lasów – wyjaśnia prezes Gołuński ze spółki Heban. Tę diagnozę potwierdza dyr. Bogdan Czemko z Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego. – Na początku tego roku, kiedy Lasy kontraktowały sprzedaż, metr sześcienny szwedzkiego drewna sosnowego był tańszy o 50–100 zł (w zależności od regionu) od średniej ceny uzyskanej przez Lasy Państwowe – wyjaśnia dyrektor. Jego zdaniem deficyt drewna w Polsce sięga ok. 4–5 mln m sześc. I będzie rósł, bo Lasy sztucznie go podkręcają. Jak to robią? – Wydzieliły specjalną pulę drewna dla firm, które wykażą, że zwiększają swoje zdolności produkcyjne. Niektórzy przedsiębiorcy tak potrzebują surowca, że sztucznie nakręcają swój potencjał, byle wziąć udział w podziale tzw. drewna dla rozwoju. W tym roku do podziału było 2 mln m sześc. Tymczasem nowe zdolności (uznawane przez LP za udowodnione i prawdziwe) sięgnęły już 20 mln m sześc. Większy popyt przy ograniczonej podaży oznacza oczywiście wzrost cen – wyjaśnia dyr. Czemko. Przerobić czy spalić? Nic dziwnego, że przemysł z przerażeniem patrzy na piętrzące się w lasach zwały połamanych drzew. Nie wie, jak po tym kataklizmie będzie wyglądało zaopatrzenie. Kłopoty mogą pojawić się już w tym roku, a na pewno w przyszłym. Z niepokojem czeka na najbliższe posiedzenie Komisji Leśno-Drzewnej, na którym leśnicy spotykają się z przemysłem. Nie wszyscy gotowi są do kupowania drewna z wiatrołomów. Leśnicy zapewniają, że wycinka została wstrzymana tylko w lasach dotkniętych klęską, więc będą pewne przesunięcia, ale z realizacją kontraktów nie powinno być dramatu. Pozostałe nadleśnictwa realizują plany. Na ten rok przewidziano pozyskanie 40 mln m sześc., z czego 60 proc. już wykonano. – Drewno poklęskowe będzie sprzedawane na rynku rozwoju oraz w ramach planowych umów. Pozostała część trafi do sprzedaży w ramach portalu e-drewno – uspokaja Anna Malinowska, rzeczniczka Lasów Państwowych. Drzewiarze bardzo się boją, że wielcy gracze mogą kupić dodatkowe drewno z wiatrołomów, nawet jeśli go nie potrzebują. Tylko po to, by poprawić sobie pozycję w przyszłym roku, gdy z drewnem zrobi się krucho. Bo przydzielając drewno, Lasy kierują się historią z lat poprzednich. Leśnicy nie owijają w bawełnę: w 2018 r. trzeba spodziewać się ograniczeń w pozyskaniu drewna. A to oznacza nie tylko kłopoty z surowcem, ale też wyższe ceny. – Nie możemy zostawić leśników z problemem połamanych drzew. Musimy je jakoś zagospodarować. To w końcu lasy państwowe, nasze wspólne dobro – deklaruje szef Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych. Nie wszyscy podzielają jego stanowisko. Twierdzą, że płyciarzom łatwo tak mówić, bo mają najmniejsze wymagania jakościowe. Na płyty wiórowe czy pilśniowe nada się niemal każdy kawałek drewna. Będą mieli tani surowiec, a przerabiają go rocznie 7–8 mln m sześc. Także papiernicy są w podobnej sytuacji; ich potrzeby to 5 mln m sześc. Inni deklarują, że czekają na konkrety. Wielkim nieobecnym w dyskusji są meblarze. – Nas te problemy dotyczą w sposób pośredni, bo nie kupujemy drewna grubego od Lasów. Dostawcami firm meblarskich są producenci płyt i tartaki sprzedające tarcicę – wyjaśnia dyr. Michał Strzelecki z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. Leśnicy z nadzieją patrzą na energetyków. To dla nich ostatnia deska ratunku. Czego nie da się przerobić, trzeba spalić. Kiedyś elektrownie kupowały drewno jak leci, nawet to dobrej jakości, by palić nim w kotłach. Nie liczyły się z kosztami, bo mieszanka węgla z drewnem była traktowana jak zielona energia i odpowiednio wynagradzana. Drzewiarze zrobili awanturę, że cenny surowiec idzie z dymem, więc energetykom przykręcono kurek. – Wykorzystujemy zrębki drzewne, ale w niewielkich ilościach. Drewna nie palimy, bo po pierwsze wolno palić tylko drewno energetyczne, a jego definicja prawna jakoś nie może powstać. A po drugie, przy dzisiejszych cenach zielonych certyfikatów to się nie opłaca – wyjaśnia jeden z menedżerów energetyki, prosząc o anonimowość, bo temat drewna zrobił się ostatnio bardzo gorący. Leśnicy, jak górnicy, naciskają, by energetyka ich wsparła. I jeszcze Białowieża Jakbyśmy mieli mało kłopotów, to jeszcze ta Białowieża... – wzdychają szefowie firm branży drzewnej. I od razu zastrzegają, że w sporze ministra Szyszki z ekologami i Komisją Europejską zabierać głosu nie będą. Chcą być neutralni. Są jednak wściekli na Lasy Państwowe za to, że ujawniły listę firm kupujących drewno z Białowieży. LP wyjaśniły, że poprosił o nią obywatel, pan Tomasz Kacprzak, w ramach prawa do informacji publicznej. Nie było podstaw, by mu odmówić. Wcześniej o te informacje zabiegały media, zwłaszcza portal ale im się nie udało. Kacprzak udostępnił listę mediom i teraz firmy mają kłopot. Muszą się tłumaczyć i przekonują, że nie robią nic złego. Spółka Sklejka Echo wydała oświadczenie, że kupiła z Białowieży tylko 20 m sześc. drewna brzozowego, w którym na dodatek żerował kornik drukarz. „Jednocześnie stanowczo podkreślamy, że Sklejka Eko SA nie kupuje drewna pochodzącego z prowadzonego obecnie wyrębu Puszczy Białowieskiej”. Podkreślono też, że do wyrobów certyfikowanych używa wyłącznie surowca FSC (Forest Stewardship Council). Certyfikat FSC jest powszechnie uważany za świadectwo najwyższych standardów odpowiedzialnej gospodarki leśnej. – Nadleśnictwa puszczańskie miały certyfikat jeszcze w początkach lat dwutysięcznych, ale straciły na skutek cięć w rezerwatach – mówi Adam Bohdan z Dzikiej Polski. Certyfikat przyznawany jest nie tylko podmiotom zajmującym się gospodarką leśną, czyli tym, którzy bezpośrednio pozyskują drewno, ale wszystkim przedsiębiorcom w łańcuchu przetwórczym, więc także firmom kupującym drewno do produkcji. – Niektóre z firm skupujących drewno z puszczy mają certyfikaty FSC – mówi Adam Bohdan. – A w związku z tym nie powinny do produkcji używać drewna niecertyfikowanego. Z tego między innymi powodu już od pewnego czasu Ikea, jeden z największych producentów polskiej branży drzewnej, nie zaopatruje się w Białowieży. Wiele firm nie ma jednak takich oporów. Drewno to drewno. Może nie jest najwyższej jakości, ale dziś liczy się każda kłoda. Białowiescy leśnicy dotychczas cięli niewiele – ok. 40 tys. m sześc. rocznie. Po decyzjach ministra Szyszki doszli do 188 tys. m sześc. Wściekłość drzewiarzy ma jeszcze jedną przyczynę. Lasy mogą lekceważyć opinię publiczną, ale producenci już nie. Lasy były i będą, a ta czy inna firma, gdy wyjdzie na jaw, że korzysta z białowieskiego drewna, może się narazić na bojkot konsumencki. Jeśli nie w kraju, to za granicą. I mocno ucierpi. Na dodatek od niedawna funkcjonuje rozporządzenie UE przeciwdziałające handlowi nielegalnie pozyskanym drewnem. Nie wiadomo, czy się za chwilę nie okaże, że dotyczy to także drewna kupowanego w Białowieży, zwłaszcza po decyzji Trybunału w Strasburgu nakazującej wstrzymanie wycinki. Puszcza kona Mieszkańcy rejonu puszczy patrzą na to inaczej. W wycince nie widzą nic złego. Za złe mają natomiast ekologom, że próbują ją blokować. Przekonani, że ktoś ich sponsoruje, mówią: za 1,2 tys. zł miesięcznie łatwo się broni puszczy. Są jednak wyjątki. Do nich należy pan Kazimierz. Do obozu ekologów przyjeżdża autobusem, zwykle przywozi ciastka. Ma 75 lat, prawie 40 przepracował jako pilarz. – Dobrze się wtedy zarabiało, a pracowało tylko zimą – mówi. – Od początku, jak zacząłem robić piłą, miałem niemiłe uczucie, że niszczę życie. Teraz, kiedy puszcza kona, to ścięte przeze mnie drzewo mi się wciąż przypomina. Opowiada, że kiedy sam pracował przy wyrębie puszczy, były w niej takie miejsca, gdzie nie stanęła ludzka stopa. Teraz, od kiedy rozjeżdżają ją harwestery, w niczym nie przypomina tamtego dziewiczego lasu. Patrzy na wywózkę drewna przekonany, że jeszcze dwa lata, a nie będzie czego ciąć. – I dlatego sercem jestem z tymi ludźmi tu w obozie – deklaruje. Ręce mu się trzęsą, gdy zapala tytoń. – Miejscowi są zaślepieni. Co ksiądz, pop czy inny im powie, to dla nich święte. Ludzi teraz jakaś zbiorowa świadomość opadła, zupełnie taka jak u mrówek! Nawet w komunie tak nie było jak w PiS – złości się. Tymczasem dyrektor Konrad Tomaszewski uspokaja: „drewno w trzech nadleśnictwach: Białowieża, Browsk, Hajnówka, pozyskiwane jest w sposób legalny, w oparciu o plany urządzenia lasu, plany zadań ochronnych oraz inne obowiązujące przepisy, a także w sposób nienaruszający postanowień Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”. Być może dyrektor Tomaszewski (który już wyjaśniał, że nie jest krewnym Jarosława Kaczyńskiego) będzie potrzebował pomocy księdza Tomasza Duszkiewicza z Węgrowa. Ksiądz, który jest myśliwym i przyjacielem ministra Szyszki, od niedawna jest też pracownikiem Lasów Państwowych. Nie szczędzi wysiłków i w efekcie w sierpniu w Białowieży został – jak twierdzi – zaatakowany przez ekoterrorystów. Co prawda, w „Tygodniku Powszechnym” Danuta Kuroń, która była świadkiem zajścia, opisuje, że to ks. Duszkiewicz „prowokował, a następnie kłamał, dając fałszywe świadectwo”. Napisała nawet w tej sprawie list do biskupa. I pyta, czy „ochrona życia” obejmuje także przyrodę?
Z wykształcenia leśnik, od 25 lat mieszka w Puszczy Białowieskiej i prowadzi badania nad biologią ssaków. Piotr Tryjanowski – jest profesorem i dyrektorem Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Zajmuje się naukowymi podstawami ochrony przyrody i wpływem zmian klimatycznych na różnorodność biologiczną.
Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 11:18 Taki pierwotny jak żubry. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 11:28 Baranki Polacy kupują drewno z Białowieskiej od tysiąca lat. Ta puszcza jest najdłużej eksploatowanym lasem polskim i tak będzie po wsze czasy. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 11:48 Ten dziennik śmierdzi niemieckim zydostwem, zresztą jak cała opozycja. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 12:00 Nie wiedziałem, że w naszym kraju jest tylu specjalistów od puszcz :P ludzie drzewa trzeba wycinać z kliku powodów. Przede wszystkim wycina się stare lub chore drzewa. Wycinane są również zdrowe zeby troche przerzedzić las i dać przestrzeń oraz molizwości wzrostu nowych drzew i roslin. A zarzut dla ludzi, którzy kupują drewno z puszcz to jakis absurd. Chyba dobrze, ze skarb państwa na tym zarobi niż pocięte drewno miałoby gnić albo bym rozdane za darmo swoim kolesiom. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 12:04 no a piniędzy trzeba Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 12:32 A kogo obchodzą drzewa zaatakowane kornikiem ;) Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 12:33 dziennik wschodni dawny sztandar ludu no jak zwykle ;))) lewactwo i postkomuna sztandaru ludu ;) Greg Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 12:39 Ludzie nie rozumiecie na czym polega las pierwotny. Jedyne dobre co człowiek może dla niego robić to przestać "dbać" o niego. 95%pozostałych lasów to monotkultutrowe plantacje a nie lasy. Ponadto lasy borealne wraz z ociepleniem klimatu będą sie cofać a puszcza w kolejnymi tysiacleciami zmieniać skład w kierunku wieszemu udziałowi drzew liściastych. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 12:53 Jak zwykle d. sztandar ludu manipuluje unia może wstrzymać wycinkę na terenie obszarów chronionych lub częściowo chronionych - a połowa puszczy to lasy gospodarcze więc wycinka jest wstrzymana tylko na obszarach chronionych i częściowo chronionych, na innych jest gospodarka leśna jak przez ostatnie kilkanaście lat. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 15:47 co by nie pisać i co by nie mówić jest to totalne sku....o Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 18:04 Lepiej jak wszystko zjedzą robaki i nic nie będzie. Ślicznie-ekologicznie. ale jaja Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 18:51 a to już moze w naszym kraju kupować nie można, czyżby to było karalne, a kraść można, tak, no to ja od jutra zaczynam kraść. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 15 sierpnia 2017 r. o 20:53 to chyba dobre zdrowe drewno kupują ? zjedzone przez korniki jest bezwartościowe Użytkownik niezarejestrowany Napisano 16 sierpnia 2017 r. o 00:30 Jestem stolarzem, wezmę każdą ilość. Gdzie trzeba się zgłosić? Użytkownik niezarejestrowany Napisano 16 sierpnia 2017 r. o 01:13 Dobra zmiana dewastuje Polskę, wycina puszczę , zniszczyła stadninę koni w Janowie, z mediów publicznych zrobiła tubę propagandową, praktycznie zniszczyła Trybunał Konstytucyjny, wizerunek na arenie międzynarodowej, wprowadza chaos do szkoły, a teraz chce spacyfikować sądy. Jak musieli nas okłamać, że sami sobie wybraliśmy taką władzę. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 16 sierpnia 2017 r. o 07:09 Belgowie niech oglądają swoje puszcze. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 16 sierpnia 2017 r. o 08:57 Bardzo dobrze że tną. Tylko tak można uratować resztki nie zaatakowane przez szkodniki to dlaczego mają tego nie robić. Może dlatego ze nie dzielą się wpływami z ekologami , i to ich bardzo boli. A ekolodzy zamiast narzekać na wszystko dookoła powinni iść do zwykłej pracy by poczuć to co czują inni a nie dostawać pieniędzy za samo to że się do drzew przywiązują. gość Użytkownik niezarejestrowany Napisano 16 sierpnia 2017 r. o 09:39 undefined napisał: Nie wiedziałem, że w naszym kraju jest tylu specjalistów od puszcz :P ludzie drzewa trzeba wycinać z kliku powodów. Przede wszystkim wycina się stare lub chore drzewa. Wycinane są również zdrowe zeby troche przerzedzić las i dać przestrzeń oraz molizwości wzrostu nowych drzew i roslin. A zarzut dla ludzi, którzy kupują drewno z puszcz to jakis absurd. Chyba dobrze, ze skarb państwa na tym zarobi niż pocięte drewno miałoby gnić albo bym rozdane za darmo swoim kolesiom. A po za tym autorem ,tej wypowiedzi wszyscy zdrowi w domu? gość Użytkownik niezarejestrowany Napisano 16 sierpnia 2017 r. o 09:42 Terro-Ekoligi nie dostali odsypu i drą mordę na całego. Użytkownik niezarejestrowany Napisano 16 sierpnia 2017 r. o 10:07 Obrońcom wycinki Puszczy Białowieskiej proponuję, żeby amputowali sobie ręce, gdy ich zaatakuje świeżb. Mam nadzieję, że z bożej łaski minister środowiska pójdzie w końcu za to siedzieć. Najlepiej dożywotnio! Samica, czyli łania, jest znacznie mniejsza od samca – średnia masa jej ciała wynosi 70 – 80 kg. Sarna europejska (Capreolus capreolus) to ssak z tej samej rodziny co jeleń, jednak dużo mniejszy. Masa ciała kozła – samca wynosi maksymalnie 30 kg. Koza, czyli samica, jest mniejsza od samca i waży ok. 20 kg. Warto zaznaczyć, żeWśród odbiorców drewna dominują firmy oddalone o kilka lub kilkadziesiąt kilometrów od puszczy, ale na liście są też przedsiębiorstwa oddalone o kilkaset kilometrów. źródło:Surowiec do wszystkiego. 14.07.2016. drukuj. Fot. Paweł Fabijański. W erze szkła, aluminium i krzemu można by odnieść wrażenie, że drewno jest passé. Nic bardziej mylnego! Gdziekolwiek się znajdziemy, na pewno wokół nas będzie wiele przedmiotów, które nie powstałyby bez użycia drewna. Szacuje się, że współcześnie drewno ma
Portal opublikował listę firm, które kupują drewno z Puszczy Białowieskiej. Proceder wywołuje duże emocje, bo jest sprzeczny z prawem unijnym. Na wykazie znalazła się ostrowska firma Sklejka Eko, ale szefostwo zakładu stanowczo temu Sprawiedliwości UE wezwał Polskę do natychmiastowego wstrzymania zwiększonej wycinki na terenie nadleśnictw Puszczy Białowieskiej. Jednocześnie już od kilku miesięcy organizacje ekologiczne dążyły do ustalenia odbiorców drewna z prowadzonego tam wyrębu. Chodzi o drewno z ponadstuletnich świerkowe. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku odmówiła bowiem podania nazw tychże zasłaniając się tajemnicą tym tygodniu w internecie opublikowano mapę z lokalizacją odbiorców drewna. Jest na niej ponad 120 firm, w większości z Polski wschodniej i południowo - wschodniej. Najbardziej na zachód wysuniętym punktem jest Ostrów Wielkopolski, a konkretnie Sklejka Eko. Wynikało z tego, że zakład sprowadza drewno z oddalonej o ponad 500 kilometrów wywołała spory rozgłos. Mimo trwającego długiego weekendu i przerwy w pracy w ostrowskiej firmie zdecydowała się ona na wydanie oświadczenia, w którym zaprzeczyła zarzutom. - Sklejka Eko nie kupuje drewna świerkowego pochodzącego z prowadzonego obecnie wyrębu w Puszczy Białowieskiej. Ostatni raz drewno świerkowe było stosowane w ostrowskim zakładzie w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. W technologii produkcji sklejki w Ostrowie Wielkopolskim używane jest tylko i wyłącznie drewno: brzozowe, olchowe, bukowe i sosnowe. - czytamy w piśmie podpisanym przez prezesa zarządu Jacka wyjaśnia, że w otwartych aukcjach sprzedażowych na rok 2017 zakupiła z Nadleśnictwa Białowieża około 20 m sześc. drewna liściastego brzozowego. Drewno to przeznaczone było do sprzedaży na podstawie planów urządzania lasu na rok 2017 (cięcia planowane). Dostawa surowca została zrealizowana 15 marca 2017 roku jednym ofertyMateriały promocyjne partnera
Prawie 11 mln zł zarobiły w pierwszym półroczu 2017 Lasy Państwowe sprzedając drewno z Puszczy Białowieskiej. To tyle co w całym zeszłym roku. Wiadomo jakimi kanałami prowadzona jest sprzedaż. Nie wiadomo jednak wciąż, dokąd dokładnie trafia drewno. Apelujemy do naszych Czytelników, by pomogli nam to ustalićSklejka-Eko brała drewno z Puszczy Białowieskiej – tak wynika z zestawionych danych przez portal Jest to informacja o tyle kontrowersyjna, ponieważ ostrowska firma chwali się na swoich stronach posiadaniem certyfikatu FSC, gwarantującego zrównoważone korzystanie z gospodarki leśnej, legalne pochodzenie surowca i pochodzenie z terenów, na których jego pozyskanie nie naruszało wartości przyrodniczych. – Tymczasem puszczańskie nadleśnictwa certyfikat FSC straciły już w 2010 roku i do tej pory należą do nielicznych, które go nie posiadają. – komentuje serwis + Spór wokół wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej jest wciąż podsycany, ponieważ niektóre środowiska próbują na tym zbić kapitał polityczny. Z drugiej strony kontrowersje dotyczą walki z kornikiem drukarzem atakującym tamtejsze drzewa. Nadleśnictwo sprawujące opiekę nad Puszczą Białowieską zarzeka się, że wycinka drzew ma na celu jak najszybsze ograniczenie szkodliwej działalności szkodnika. Na wspomnianej liście firm odbierającej drzewo jest aż 126 podmiotów. Sklejka-Eko jest jedną z wyszczególnionych firm, jako przedsiębiorstwo przywożące owe drewno z odległości aż 500 kilometrów od miejsca wycinki. Pewne środowiska ekologiczne uważają zakup drewna z Puszczy za niestosowne. Na podparcie swoich tez mają wskazanie Komisji Europejskiej, która stwierdziła iż Plan Urządzenia Lasu jest niezgody z europejskim prawem. Konkretnie zarzuca się nie przeprowadzenie oceny wpływu zwiększenia wycinki na integralność Puszczy Białowieskiej, naruszając tym samym art. 6 ust. 3 dyrektywy siedliskowej. Lasy Państwowe nie przejęły się stanowiskiem Komisji Europejskiej. Czas pokaże czy odbiorcom produktów pochodzących ze Sklejki-Eko nie będą przeszkadzały powstałe wątpliwości co do źródła pochodzenia surowca. Komentarz od ostrowskiej firmy będzie możliwy dopiero w środę, ponieważ we firmie wykorzystywany jest do odpoczynku długi weekend sierpniowy. Nawigacja wpisu Dziś po raz pierwszy aktywistom z Obozu dla Puszczy udało się powstrzymać wywóz drewna z Puszczy Białowieskiej. Małopolska spółka Trak-Drew uległa presji i świerkowe bale zostały na miejscu. "Mam nadzieję, że wkrótce takich scen będzie więcej" - mówi jeden z aktywistów Złodzieje ścięli trzy wiekowe drzewa, które rosły w Puszczy Białowieskiej na terenie Nadleśnictwa Browsk. Ślady wskazują na działania dobrze zorganizowanej grupy Od lat osiemdziesiątych nie było tak poważnej kradzieży drewna i na taką skalę - mówi Jarosław Krawczyk, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. - Widać, że była to zaplanowana wcześniej wyszukali okazałe ponad 160-letnie dęby i oznaczyli je sprayem. Kradzieży prawdopodobnie dokonali w nocy. Odkrył ją miejscowy Podczas rutynowego patrolu zauważyłem ślady jakiegoś ciągnika w miejscu, gdzie być ich nie powinno - wyjaśnia Wiesław Kojło z leśnictwa podążył tym tropem i trafił na miejsce wycinki. - Jest to obszar położony w pobliżu drogi wojewódzkiej, ale wystarczająco daleko od najbliższych zabudowań, by nikt nic nie widział ani nie słyszał - opowiada Wiesław zabrali najcenniejszą część z każdego drzewaO kradzieży zawiadomił natychmiast policję w Narewce oraz Straż Leśną. - Skradziono tylko najcenniejszą, dolną część pnia - wyjaśnia Jarosław Lenkiewicz, który koordynuje działania straży leśnej RDLP w Białymstoku. - Jest to drewno bez krzywizny i sęków. Prawdopodobnie zostanie wykorzystane jako materiał stolarski. Wycięte drzewa w dolnej części pnia miały około metra opał z reguły bierze się drzewo o średnicy 20 centymetrów, żeby łatwo je było pociąć. A starych i grubych drzew w Puszczy Białowieskiej się nie wycina. Leśnik ocenia, że złodzieje byli bardzo dobrze Mieli ciągnik przegubowy z czołową ładowarką i piłą motorową o bardzo długiej prowadnicy, której normalnie leśnicy w Puszczy Białowieskiej już nie używają - tłumaczy Jarosław tym rejonie do tej pory kradzieży prawie nie było. Jedynie dwa lata temu ścięto sprawie wyciętych dębów trwa dochodzenie. Złodziejom grozi do pięciu lat więzienia i e-wydanie »
Informacji takiej Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku nie chciała udostępnić dziennikarzom. Otrzymał ją jednak jeden z Czytelników portalu, który następnie przesłał ją do mediów. Jak podaje najwięcej firm kupujących drewno z Puszczy Białowieskiej pochodzi ze wschodniej i południowo-wschodniej Polski. Wśród nich jest też wiele pochodzących z woj. lubelskiego. Aby sprawdzić, jakie to firmy wystarczy kliknąć w poszczególne lokalizacje na specjalnie utworzonej mapie: Tymczasem w Puszczy Białowieskiej w najlepsze trwa wycinka drzew mimo wydanego przez Trybunał Sprawiedliwości UE nakazu jej wstrzymania. Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych stoi na stanowisku, że ma ona na celu zapewnienie bezpieczeństwa przy drogach. Innego zdania są obrońcy puszczy, którzy twierdzą, że drzewa są pozyskiwane na sprzedaż. – Te drzewa są sprzedawane regularnie do odbiorców z całej Polski. Ostatnio wyjechał transport 7 tirów z drzewami ponad 100-letnimi – powiedział Tomasz Zdrojewski, przedstawiciel "Obozu dla Puszczy" Jarosław Krawczyk z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych poinformował, że drzewo wycinane w puszczy jest sprzedawane miedzy innymi lokalnym mieszkańcom lub stałym klientom. – Jest to drewno bardzo atrakcyjne dla odbiorcy. To drzewo wywożone jest w formie dłużyc, to są kilkumetrowe pnie pocięte na potrzeby firm konstrukcyjnych – powiedziała Katarzyna Jagiełło z Greanpeace Polska. Zaskoczeni wycinką drzew są turyści odwiedzający Puszczę Białowieską. – To jest surrealistyczne, przyjechaliśmy zobaczyć pierwotny las, a tu coś takiego – powiedzieli turyści z Belgii..